﻿<title_newspaper="Przekrój"> 
<title_article="Kartki pamiętnika">
<author_1="Halina Czerny-Stefańska">
<author_2="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1953">
<month="11">
<date="1953-11-29">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Na finałowej audycji grała tuż po swej czarnowłosej rodaczce, młodziutkiej Tamarze Gusiewej. Grała Koncert f-moll. Jej pełne prostoty a zarazem poetyczne wykonanie sprawiło, że publiczność słuchała z niezwykłym skupieniem i przejęciem. Bella dysponuje szlachetnym, śpiewnym dźwiękiem, chociaż nieco kameralnym. Wspaniale grała szczególnie drugą część Koncertu, była to interpretacja naprawdę uduchowiona, bez żadnej sztucznej afektacji. Może nieco słabiej — oczywiście  stosunkowo  słabiej — wypadła ostatnia, trzecia część utworu.
Publiczność biła brawo jak opętana. My również nie szczędziliśmy Belli tak bardzo zasłużonych owacji. Występ jej należał do najlepszych produkcji finałowego etapu... Przed tym właśnie etapem urządzono nowe losowanie. Dobierano nas parami — starając się, aby w ciągu jednego wieczora wykonywano stale dwa różne Koncerty chopinowskie, a nie powtarzano ten sam. Losowanie było tym razem jawne. Wiedzieliśmy z góry, kto będzie kiedy i z kim występował — ja miałam grać ze Smendzianką. Do dyspozycji wszystkich uczestników Konkursu było trzech świetnych dyrygentów. Razem z Reginą poprosiłyśmy o prowadzenie orkiestry Zdzisława Górzyńskiego.
Jako jeden z pierwszych Polaków występował Kędra. Zdaje się, że jeszcze nigdy w życiu nie widziałam go tak bladego i podenerwowanego jak wówczas, gdy przesuwając się między krzesłami członków orkiestry, wycho-dził na estradę "Romy". Siedzieliśmy w loży i nie mogliśmy uwierzyć, że to ten sam Władek, który zawsze był po prostu symbolem beztroski, wesołości i opanowania. Później dowiedzieliśmy się, że Kędra podobno całą noc poprzedzającą jego Koncert spędził w "Romie" na ćwiczeniu, wspólnie z prof. Hoffmanem. Jeżeli to prawda — to na pewno tego nie żałował. Grał Koncert bardzo pięknie.
Nadszedł wreszcie mój dzień. Rano o dziesiątej próba w "Romie", potem ledwo przełknięty obiad i wieczorem — Koncert. Grałam jako druga, po Smendziance. Słuchałam bezmyślnie takt za taktem jej gry, słuchałam braw i wywoływania Reginy na estradę i... powiedziano mi, że mam wychodzić. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_2>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
